Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Finnick Prescott. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Finnick Prescott. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 marca 2018

Od Finnicka, CD Winony

Widok rudej czupryny z początku podziałał na niego jak czerwień na byka. Co ona sobie wyobraża? Miał ochotę solidnie ją opierdolić, publicznie i bezlitośnie. Wiedział jednak, że z tą dziewczyną nie tędy droga. Opanował się więc i podążył za nią w pusty korytarz, uciszając spojrzeniem chichot znajomych. Musiał przyznać, że ma laska tupet. Odwagę chyba też, chociaż nie mógł jeszcze stwierdzić czy to akt, czy nie. Zatrzymała się w końcu pod jednym z okien, a on oparł się o ścianę obok i spojrzał na nią pytająco.
- Możemy, jeśli chcesz, dać to zaklęcie z piorunem, wstęp skrócimy do trzech minut, ale za to pokarzemy nasze patronusy. Radzę się zgodzić na taką ofertę, bo korzystniejsza już dla ciebie nie będzie. - Nie owijała w bawełnę. Uwagę Finnicka przyciągnęło jednak coś innego niż jej -mimo wszystko- zaskakująca bezpośredniość.
- Masz liście we włosach, Winnie.
I faktycznie, miała. Słysząc jego słowa zaczęła nerwowo wyszarpywać szczątki roślin z pomiędzy czerwonych loków, tym samym wplątując je tylko jeszcze bardziej. Złość Finnicka zaczęła powoli ustępować gdy przypomniał sobie, ile rozrywki może dostarczyć ta dziwaczna osóbka. W końcu poddała się i zastygła w miejscu, daremnie starając się ukryć pokrywający ją rumieniec, na co Finnick zareagował pełnym politowania uśmiechem. W tej chwili Winona była już czerwona jak burak.
- Gdzie ty byłaś? - spytał, trochę ze śmiechem, trochę z pretensją.
- Czy to ważne? - mruknęła defensywnie, na co Finnick westchnął z poirytowaniem. Skrzyżował ramiona na piersi i odchylił głowę do tyłu, zamykając oczy. Spokój. Chyba nikt mu tak nie działał na nerwy. Mimo to wiedział, że tej walki niestety nie wygra.
- No dobrze, z liśćmi czy bez na pewno dasz radę kontynuować naszą prezentację. Nie chcę cię martwić, ale nawet nie masz pojęcia ile mamy roboty. Więc chyba jednak powinnaś się martwić.
- Wybacz. - wymamrotała od niechcenia, wciąż jeszcze zaczerwieniona. Pokręciłem głową z dezaprobatą. Tlący się jeszcze przed chwilą ogień konwersacji -marnie bo marnie, ale to i tak już coś- wygasł kompletnie, ustępując znów wymownej ciszy, zaskakująco typowej dla ich spotkań. Ku uldze chłopaka stagnację przerwał ostry dźwięk dzwonka i pośpieszne kroki setek trampek, szpilek i lakierowanych butów.
- Audytorium, po kolacji - rzucił stanowczo, odchodząc już powoli w kierunku nawołujących go znajomych. Dziewczyna skinęła tylko głową, po czym ruszyła w głąb pustego korytarza. Bóg tylko wie, gdzie ona się podziewa. Finn jednak postanowił sobie, że nie będzie się tym przejmował choćby na chwilę, toteż wzruszył tylko ramionami i powrócił do żywej konwersacji na temat skutków ubocznych karmelków gorączkowych.

*

Finn opadł na ziemię, ocierając czoło z kropli potu i szczerząc się do siebie jak dzieciak. Opłynął go stan kompletnej ekstazy, a płytki oddech, drżące nogi i zawroty głowy dawały mu, co dziwne, poczucie nieziemskiej satysfakcji. Uchylił powiekę i spojrzał na dziewczynę opierającą się o ścianę po drugiej stronie sali, dyszącą ciężko, o oczach szerokich jak spodki. 
- Niezła jesteś, ruda. - powiedział przez chrypę, wciąż szczerząc się jak ostatni pajac. I może to zwykłe majaki, ale wydawało mu się, że zarejestrował u dziewczyny niewielki uśmiech. Szybko jednak odgonił tą myśl, uważając ją za mało wiarygodną. 
- To jeszcze nie koniec. - wydyszała, podnosząc z ziemi zrzuconą wcześniej pelerynę. - Wiesz, co trzeba jeszcze zrobić.
Uśmiech momentalnie zszedł z jego twarzy. To, że pomysł mu nie odpowiadał to zdecydowanie mało powiedziane. I tak, oczywiście - rozumiał bardzo dobrze, dlaczego ludzie uważają jego patronusa za niesamowitą atrakcję, ale to nie znaczy, że wolno bez wyrzutów robić z niego publiczne widowisko. Mimo narastającej frustracji wstał i z niechętną miną, ponaglany spojrzeniem Winony rzucił niesławne zaklęcie. Białe światło wypłynęło z dębowej różdżki i skumulowało się tuż pod sklepieniem sali, przybierając w końcu kształt potężnego, skrzydlatego gada. O dziwo, na twarzy dziewczyny nie ukazał się ani zachwyt, ani podziw, ani nawet przerażenie. Podczas gdy smok szybował nad ich głowami, ona przyglądała mu się uważnie, analizując go z zafascynowaniem. W końcu zwierz sfrunął niżej i przeleciał między nimi ze spektakularnym impetem, po czym rozmył się. Finnick schował dłonie w kieszeniach i spojrzał przez okno, starając nie dać po sobie poznać niezadowolenia.
- Wystarczy? - rzucił beznamiętnie w stronę dziewczyny.

<Winnie?> 

poniedziałek, 5 marca 2018

Od Finnicka, CD Winony

 Niezręczna cisza odbijała się echem od ścian potężnej sali i przeszywała chłopaka w nieprzyjemny sposób, a jego dyskomfort z każdym niewypowiedzianym słowem dwoił się. Wreszcie westchnął głęboko, wyrywając się z sideł bezdźwięku gęstego jak śmietana, po czym z hukiem zeskoczył z ławki na podłogę i spojrzał na swoją rudowłosą towarzyszkę. Ona także nie odezwała się ani słowem, chociaż ewidentnie jej to nie przeszkadzało. Ba, wyglądała jak ryba w wodzie. Finnick myślał o tym, żeby podejść, jednak widok słoika pełnego martwych owadów uznał za wyraźny komunikat "trzymać odstęp". Podrapał się po karku wyraźnie zmieszany i rzucił tylko na wychodnym:
- To co, tutaj, po siedemnastej? 
- Mhm - mruknęła ruda, zajęta zmazywaniem jakiegoś zapisu na lewej dłoni. 
- Ekstra - powiedział, mijając próg. Drętwa atmosfera, która przez całe pięć minut pogawędki (oraz jej braku) wpijała mu w barki swoje bezlitosne szpony uleciała nagle z chwilą opuszczenia sali. Poczuł się, jakby wyszedł z transu, a gwar pełnego korytarza szybko postawił go na nogi.
- Finn! Hej, Finn, czekaj, czekaj... - Finnick odwrócił się, a widok drobnego, dyszącego blondyna z emblematem Gromoptaka na pelerynie sprawił, że kąciki jego ust momentalnie się uniosły.
- Haywitch - rzucił na powitanie.
- Prescott - odparł blondyn, szczerząc się i odgarniając niezdarnie włosy z zapoconego czoła.
- Czym mogę służyć? - spytał Finn, odwzajemniając szczery uśmiech.
- W sumie nic takiego - ewidentne kłamstwo. - Po prostu... chodzi o to, że próbujemy zorganizować bal charytatywny na rzecz ochrony Widłowęży, ja i kilka innych osób. To bardzo ważna sprawa, bo pewnie jak zresztą wiesz Widłowęże są gatunkiem zagrożonym. Także ten, myślałem, że jeśli chcesz i ci to nie przeszkadza, to mógłbyś może...
- Jasne - zaśmiał się lekko Finn. - Nie ma sprawy. Puszczę słowo w obieg.
Blondyn odetchnął, a banan na jego twarzy jeszcze się poszerzył.
- Dzięki wielkie, stary - powiedział, klepiąc Finnicka po ramieniu, po czym zwiał równie szybko jak się pojawił. Nie minęła chwila, a nawołujące hasło "Finn" znów przebiło się przez barierę kolorowych włosów i dobiegło do uszu chłopaka. Ruszył w kierunku jego źródła, po czym zanurzył się w tłumie i pierwszy raz od godziny wreszcie poczuł, że naprawdę oddycha.


*
  
  Wtorek płynął gładko i bez większych komplikacji. Finnick nie ukrywał zadowolenia z rozkładu lekcji, według którego z ośmiu godzin lekcyjnych miał zjawić się jedynie na czterech. W końcu jednak wybiła nieszczęsna godzina siedemnasta i chłopak musiał zmierzyć się z nałożonym na niego zadaniem, które osobiście uważał za absurdalne. Fakt, ostatnimi laty popularność OPCM wśród uczniów lekko spadła, ale jakim cudem, do cholery, miałoby to zmienić machanie na prawo i lewo swoim patronusem? Potrząsnął głową z dezaprobatą. Zepnij dupę i miej to już za sobą. Stanął niechętnie przed salą pojedynków. Wypuścił z płuc powietrze i prześlizgnął się przez szparę między skrzydłami mosiężnych drzwi. Ruda już tam siedziała, stukając palcem w słoik wypełniony formaliną, jej wielkie oczy wpatrzone były w przedmiot jak w obrazek. Zerwała się gwałtownie gdy tylko usłyszała nadchodzące kroki, jej zaskoczenie szybko jednak opadło i zmieniło się w obojętność gdy ujrzała do kogo należą. Finn machnął ręką na powitanie, po czym bezceremonialnie usiadł na ławce tuż obok dziewczyny. Ta spojrzała na niego ostrożnie, unosząc lekko brew. Był pewien, że dokładnie go lustruje, nie mógł dociec czy to z pogardy, czy ze strachu, czy też może z obu naraz. Po chwili zastoju powstałe napięcie zaczynało dłużyć się w sposób, od którego robiło mu się niedobrze, toteż wziął sprawy w swoje ręce i odchylił się nonszalancko, dołączając do tego łobuzerski uśmiech.
- To co, panno testralowa, chcemy mieć to z głowy jak najszybciej?
- Winona - powiedziała szorstko. Finnick zaczął odbierać wrażenie, że działają na siebie jak dwa przeciwne bieguny. - I tak, zdecydowanie chcemy.
- Śliczne imię - odparł. Dziewczyna prychnęłą. Zdziwiło go to nieco, lecz mimo to wyciągnął do niej dłoń. - Miło mi, jestem...
- Finnick - dokończyła. - Tak, wiem.
Winona wstała, ignorując powitalny gest. Finn zaczynał się zastanawiać, czy ta niekwestionowanie dziwaczna postać irytuje go, czy bawi. Jak na razie jednak oboje mieli chyba podobne aspiracje - skończyć to wszystko i nie musieć już nigdy więcej wchodzić sobie w drogę. Rudej ewidentnie się do tego spieszyło. 
- Nie mamy całego dnia - rzuciła z pretensją w stronę siedzącego wciąż na ławce chłopaka.
- Oj, nie masz pojęcia na co się piszesz, kotku - odparł Finn z zadowoleniem, stając pewnie na przeciwko niej.
- Nie mów tak do mnie - jej głos był tak samo chłodny, w oczach jednak zapłonęło oburzenie. 
- To jak mogę mówić? 
- Winona.
- A co powiesz na Winnie?
- Powiem nie. 
- A to dlaczego? 
- Chryste, a zamkniesz się kiedyś?
Finn odkrył, że droczenie się z dziewczyną, to chyba jedyna forma komunikacji na jaką ich obecnie stać, nie miał więc zamiaru z niej rezygnować. Jakaś jego część świadoma była faktu, że tańczy z ogniem. On sam jednak nie mógł się powstrzymać.
- Nieładnie tak, Winnie. 
Czerwone światło momentalnie wystrzeliło z różdżki dziewczyny i poszybowało w stronę przeciwnika z zawrotną prędkością. Mimo ataku z zaskoczenia chłopak skutecznie odbił zaklęcie drętwoty, a oszołomienie stłumiła uderzająca do głowy adrenalina. Uśmiechnął się półgębkiem. Był w swoim żywiole, a ona ewidentnie nie miała pojęcia, z czym ma do czynienia. 

<Winnie kotku?>


sobota, 17 lutego 2018

Finnick Prescott


                                                               
FINNICK JAMES PRESCOTT
szóstoroczny   09.04   czysta krew
   Czerwony Dąb  włos z ogona testrala  11 cali
OPCM   ZUR   EL   ZIEL   
Smok


Sto dziewięćdziesiąt centymetrów charyzmy i magnetycznego uśmiechu, obecne wszędzie i zawsze, wypełniające każde pomieszczenie, dominujące każdą konwersację. Słyszysz o nim zanim go poznasz, mówią ci, że to ten, o którym mówią wszyscy. Nie ma osoby, która nie przywitałaby się z nim na korytarzu. Ba, nie ma osoby, która nie znałaby jego daty urodzenia. Jeśli istnieje coś takiego jak szkolni celebryci, to Finnick wpasowuje się w podręcznikową definicję.


Stoi jak zwykle na środku korytarza, otoczony pokaźnym wianuszkiem, w niedbale noszonym mundurku, który dopełnia zawsze obecna na ramieniu chłopaka modroara błękitna. Wszystko o nim ma wyjątkowy urok, który zdaje się obrastać każdą osobę znajdującą się w polu rażenia. Jest w tym lekka nuta nonszalancji, choć tak subtelna, że można przymknąć na nią oko. Bije od niego spokojem i opanowaniem, ciepłem, jakie czuje się będąc w bezpiecznym schronieniu lub leżąc w ramionach matki. Całą swoją personą wzbudza zaufanie. Przedstawi ci się z tym swoim autorskim, szczeniackim uśmiechem i uściśnie rękę, trzymając kontakt wzrokowy. Zaskoczy cię przyjemne ciepło. Zacznie konwersację, skupiając się na tobie. Chce, żebyś poczuł się ważny i chce, żebyś czuł, że jest tobą zainteresowany. I nie ma w tym haczyka, nie ma samolubnego motywu ani dwulicowości, po prostu ma ochotę sprawić ci przyjemność. Jest autentyczny, co też na pewno poczujesz. Będzie chciał cię szczerze poznać, nawet, jeśli tylko na te piętnaście minut przerwy pomiędzy eliksirami a transmutacją. Będzie chciał poprawić ci humor, pośmiać się z tobą czy pogadać o pierdołach z czystej i prostej sympatii, jaką żywi do każdej napotkanej osoby. Wypełnia go pozytywność, która promieniuje i zaraża. Skinie głową na pożegnanie, w przypadku płci pięknej pocałuje w policzek, a szczery uśmiech ani razu nie zejdzie z jego ust.


Ej serio, po prostu staram się być miły. To żadna filozofia. Słowa, które niemal wytarły się już całkowicie o jego usta przez pytania z rodzaju "Jak ty to robisz?", wciąż jednak w stu procentach szczere. Finn nie jest typem manipulanta, nawet jeśli potrafi być przekonujący - fałszywości po prostu nie trawi ze względu na jej niepraktyczność i bezcelowość, a żerowanie na innych splata mu wnętrzności w węzeł gordyjski. To niesamowicie opiekuńczy chłopak z widocznym syndromem ojca, którego rolę jako autorytet dla rodzeństwa i głowa rodziny musiał przejąć bardzo wcześnie i bardzo nagle. Wyrobiło mu to jednak silne poczucie odpowiedzialności i asertywność, które pozwalają mu bez problemu przejmować inicjatywę w najcięższych sytuacjach. Czysty sangwinik o niesamowitych zdolnościach interpersonalnych i rażącej pewności siebie, który żywi się każdą konwersacją.


 Finn zawsze miał gargantuiczne pokłady nieposkromionej energii, które ze względu na zaistniałą sytuację rodzinną zaczęły bardzo dawać się we znaki. Zaprzeczenie, w jakie wpędził się po stracie taty zaowocowało pokaźnymi epizodami silnej manii, które ukazywały się w wypadkowej jako ubieganie się za kolejnymi dawkami adrenaliny. Skutkowało to oczywiście masą czynów, których bezpieczeństwo bardzo łatwo zakwestionować. Co za tym idzie, wszelkiego rodzaju używki od miękkich po twarde, których w świecie magicznym jest w bród oraz bezmyślne zbliżenia stały się jego odskocznią. To w tym czasie, między innymi, zapracował sobie na swoją wielką popularność, bo jak wiadomo - każdy lubi dobry show, a piętnastolatek wykradający szkolne pegazy i skaczący z dachu na przelatującą obok miotłę je zapewnia. Był tym, którego każdy chce mieć przy sobie, w swojej paczce czy na imprezie, bo gwarantował rozrywkę. Jednak mimo głoszenia swoich hedonistycznych poglądów z każdym dniem stawał się coraz bardziej wyzuty, czasem niemal opryskliwy, jakby coś wyssało z niego cały koloryt. Ten ciemny epizod nie trwał jednak długo, bowiem z pomocą kilku nieco faworyzujących go nauczycieli już pod koniec piątej klasy stanął z powrotem na nogi.
 Swojej przeszłości się wstydzi i ciężko mu ukryć zakłopotanie, gdy ktoś o niej wspomina. Stara się ograniczać swoją ryzykancką postawę do absolutnego minimum, chociaż zdarza mu się czasem poddać jej pokusie. Łatka beztroskiego dzieciaka przylgnęła jednak do niego, co dotyka go w sposób bardzo osobisty oraz ubliża jego inteligencji, której ciężko nie zauważyć. Jest to bowiem niesamowicie pojętny, wszechstronnie utalentowany chłopak i choć wyniki ze sprawdzianów pisemnych nie wybijają go ponad tłum, a przedmioty wymagające większego skupienia zdaje na poziomie najwyżej zadowalającym, to jego zdolności strategiczne nie mają sobie równych. Dzięki nim oraz perfekcyjnej koordynacji ruchowej zarówno rankingu pojedynków jak i zawodników quidditcha plasuje się na samej górze. W żyłach płynie mu zimna krew, toteż rzadko się zdarza, by tracił głowę. Diabelnie intrygujący i przyciągający uwagę, o rzadko spotykanym dystansie i pierwszorzędnym poczuciu humoru, które dzięki wielobarwności nigdy nie zawodzi w wywołaniu nawet stłumionego śmiechu.         


Nie mam na co narzekać, czyli odpowiedź, którą dostaniesz na każde pytanie związane z życiem prywatnym Finnicka. No i faktycznie, trzeba się postarać żeby móc lamentować nad dobrą średnią, sympatią nauczycieli, uwielbieniem rówieśników no i - umówmy się - całkiem przyjemną dla oka buźką. Duży dom na obrzeżach Bostonu, trójka wspaniałego rodzeństwa i niezastąpiona mama też nie mają wielu wad, czemu jest niesamowicie wdzięczny. Do rodziny ma szczególną słabość, bo jak wiadomo każda rodzina trzyma trupy w szafach, a w tym przypadku jest nim zgrabnie zamieciony pod dywan pan Prescott, czyli były auror, były mąż i ojciec,  aresztowany i skazany na dożywocie za zdradę Kongresu i masowy mord. W domu się o nim nie wspomina. Nie ma zdjęć, ubrań, żadnych pozostałości, a każdy list jest automatycznie odsyłany do nadawcy. Nadawcy, który w świecie pozostałych Prescottów już przestał istnieć.



The dragons do not dream. They are dreams. They do not work magic: it is their substance, their being. They do not do; they are.  


                              
26.06.1986


            Płacz Freddy'ego i bliźniaczek był jak wiertło w uchu, powoli miażdżące czaszkę, torując sobie drogę prosto do ośrodka bólu. Finn jednak miał wrażenie, że jego oczy już na zawsze przestały łzawić. Wszystko wydawało się być tak straszliwie daleko, że zaczął wątpić w prawdziwość sytuacji. W duchu modlił się o to, aby te przypuszczenia okazały się prawdziwe. Błagam, błagam, błagam. Cały pokój wypełniał szloch, który kroił mu serce niczym tort i pożerał kawałek po kawałku. Ostatnia godzina w przeklętym urzędzie trwała nieskończoność, a on obserwował ją klatka po klatce. Drżące dłonie matki. Powieki sióstr opuchnięte do czerwoności. Kłucie w klatce piersiowej z każdym wdechem. Wszystko to zbierało się u sufitu i z każdą sekundą wisząca nad nimi chmura robiła się coraz cięższa. Cisza przed burzą. Napięcie matki było tak silne, że Finnick był pewien, iż mógłby nanieść je na język i posmakować jego paraliżującej goryczy. Zaraz wybuchnie. Bez słowa wstał i o nogach z waty ruszył w kierunku rodzeństwa. Łzy cisnęły mu się do oczu, gdy siłą odciągał siostry od mamy wciskające między jęki pytanie "Gdzie jest tata?". W końcu cała czwórka znalazła się za drzwiami. Ryk matki, który wtedy usłyszał, zjadł ostatni kawałek.


autor: Brzytwa Ockhama 
howrse: valkyria

propozycje wątków zgłaszajcie w komentarzach, nie wstydźcie się ;)