Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iris Syriner. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iris Syriner. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 marca 2018

Od Iris CD. Parker

Rozwścieczona szarpnęłam za swoją torbę i ruszyłam w kierunku pokoju. Nie zamierzałam wracać na resztę zajęć, czułam, jak się we mnie gotuje. Zawsze moje rysunki mają jakieś ukryte znaczenie. Tak było i tym razem, ale najwyraźniej ten zarozumiały "artysta" wcale go nie zauważył. Po co rysować skoro nic się tym nie przekazuje? Wiele osób próbowało rozszyfrować znaczenie moich szkiców i zawsze wybierali najprostszy wybór. Jednak znaczenie moich rysunków nigdy nie było na wyciągnięcie ręki. Niegdyś ojciec powiedział mi, że dzieła mamy zawsze coś w sobie ukrywały. Dałabym wszystko by móc rysować jak ona. Jedyną pamiątką, jaką po niej mam to niewielki rysunek. Nigdy nie potrafiłam zrozumieć jego znaczenia.

Z takimi przemyśleniami weszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Cała moja złość zaczęła uciekać, a w głowie wracałam do najboleśniejszych chwil.

Skoro mama była człowiekiem, to po kim mam dar ożywienia? - Te i wiele innych pytań męczyło mnie już parę lat, ale raczej nie znajdę na nie odpowiedzi.

Niepostrzeżenie na moją klatkę piersiową wskoczyła Kiki. Przytuliłam ją do siebie i otworzyłam puzderko, wysypując wszystkie swoje bazgroły. Na samym dnie leżał rysunek mojej rodzicielki. Przywróciłam mu pierwotną wielkość i przez kolejne godziny szukałam w nim sensu.

~*~

Tonęłam w ciemności samotnie, nie czułam nic, nie słyszałam nic, nie widziałam nic...

Tak właśnie wygląda każda moja noc, daje swojej duszy po prostu odpocząć. Jednak tym razem było coś nowego, spowiły mnie cudowne odcienie zieleni. Leżałam na polanie, a obok mnie płynął chabrowy strumień. Przez chwile rozglądałam się z zachwytem po okolicy. Nagle uświadomiłam sobie, że jestem obserwowana. Odruchowo sięgnęłam po swoją różdżkę, ale jakimś cudem zniknęła. Spanikowana rozglądałam się w poszukiwaniu nieproszonego gościa, jednak nikogo nie znalazłam. Zagubiona postanowiłam iść pod prąd strumienia, łapczywie pochłaniając wzrokiem widoki. Nie minęło dużo czasu, a znalazłam się u celu drogi.

Wodospad - Pomyślałam, ale szybko moją uwagę przykuła postać na środku. Niestety nie mogłam się dokładniej przyjrzeć, bo gdy tylko mrugnęłam, zniknęła.

Westchnęłam głośno, na co odpowiedział mi damski głos.

- Tu znajdziesz odpowiedź na wszystko. - Szybko odwróciłam się w stronę dźwięku, ale jedynie ujrzałam rysunek swojej matki. Wzięłam go w ręce, a wszystko zaczęło płonąć, włącznie z papierem. Udało mi się zauważyć na rysunku coś interesującego. Pod wpływem ciepła na papierze zaczęły się pojawiać jakieś znaki, niestety nim zdążyłam cokolwiek wyczytać, wszystko zmieniło się w popiół.

~*~

Obudziłam się zalana potem z Kiki na głowie. Potrzebowałam chwili, żeby otrzeźwieć, połapać się w sytuacji i ruszyć z łóżka. spojrzałam na bałagan i szybko przeszukałam w nim kartki ze snu. Następnie przywołałam do siebie świeczkę i podpaliłam. Po tak długim czasie, w końcu wpadłam na cokolwiek. Niestety nie rozumiałam wielu znaków ukrytych w rysunku. Postanowiłam poszukać o nich czegoś jutro, a tym czasem wzięłam się za malowanie.

Efekt mogłam ujrzeć dopiero w nocy. Byłam dumna z siebie, że udało mi się odwzorować widoki. Kątem okna spojrzałam na otwarte okno, w końcu wiosna zaczęła dawać o sobie jakiś znak. Jako, iż zmęczenie nie dawało mi się we znaki, postanowiłam zakraść się do biblioteki. W końcu nie byłam pewna czy to, czego szukam, będzie w księgach dozwolonych do czytania przez uczniów.
Sprawnie wymknęłam się z wieży i już chwilę później pędziłam pomiędzy ciemnymi zakamarkami w stronę biblioteki z dwoma rysunkami. Miałam nadzieję, że uda mi się odnaleźć miejsce z wizji w jednej z ksiąg. Z czasem zwolniłam kroku, aby nikt mnie nie wykrył przez hałas.
Na moje nieszczęście ktoś patrolował korytarz, szybko schowałam się za jakąś rzeźbą. Mało nie dostałam zawału, gdy poczułam, że ktoś obok mnie stoi. Miałam ochotę krzyczeć, ale w porę zakryłam usta dłońmi. Wyszłam z ukrycia, dopiero gdy kroki znacznie ucichły. Dopiero wtedy ujrzałam, na kogo wpadłam. To znowu był ten artysta z gromoptaka.

- Co ty tu robisz? - Szepnęłam, chowając za siebie rysunki.
- Mógłbym cię spytać o to samo. - Przeszywał mnie na wskroś swoim zimnym spojrzeniem.
- Nie ważne i tak mi się śpieszy. - Mruknęłam, wyjmując swoją różdżkę. Na szybko namalowałam na ścianie sokoła i wyobraziłam sobie życie, jako takie zwierzę.
- Co ty wyprawiasz? Chcesz stracić punkty za malowanie po ścia... - Szybko przerwał swoją wypowiedź, widząc, jak rysunek zaczyna się poruszać po ścianie.
- Sprawdź, czy droga do biblioteki jest czysta. Wracaj szybko sokole. - Odparłam pół szeptem, pozwalając mu odlecieć. Zaraz później spojrzałam na chłopaka za mną i wymusiłam krótkie... - Co?

<Parker? Wybacz, że tak długo i słabo napisane. Od ponad 2 tygodni w szpitalu leżę.>

poniedziałek, 12 marca 2018

Od Iris

Przez okno sączył się blask księżyca w pełni. Był on moim jedynym wytłumaczeniem, od dobrej godziny nie mogłam usnąć. Podniosłam się, podeszłam do okna i przycisnęłam czoło do zimnej szyby. Jasny biały księżyc rzucał srebrzysty blask na pokrytą śniegiem okolicę. Uwielbiałam spokój, mogłabym się w nim zatopić, zapominając o całym świecie. W takich chwilach mój umysł wypełniały cudowne pejzaże z różnych miejsc, w których miałam przyjemność się znaleźć. Pokręciłam lekko głową na wspomnienie smoczych gór, które zawsze inspirowały mnie do kolejnych szkiców. Nic nie mogłam poradzić na bezsenność, dlatego ruszyłam w kierunku pokoju wspólnego. Usiadłam na kanapie, wpatrując się w zgaszony kominek. Cisze zakłócał jedynie tykający zegar, odliczający do śniadania.

- Zostało jeszcze osiem godzin. - szepnęłam sama do siebie, zerkając na wskazówki.

Musiałam jakoś zająć swój czas, dlatego wróciłam się po swój szkicownik i ołówki. Wracając, sięgnęłam po swoją różdżkę, a za mną w podskokach pobiegła Kiki. Zaklęciem Incendio rozpaliłam kominek i wzięłam się za rysowanie swojego patronusa. W takie nocne jak ta potrafię przenieść się do innego świata, do mojego papierowego świata. Gdy skończyłam swoje dzieło, na samym dole zapisałam swoje przemyślenie. Tym razem brzmiało ono ,,Choć ciało spokojne, dusza wyje za wolnością."
 Spojrzałam na rysunek zadowolona i zmniejszyłam do wielkości puzderka. Otworzyłam naszyjnik i już miałam włożyć tam kolejną pracę, jednak Kiki miała inne plany. Złapała mój rysunek i zaczęła uciekać. Ruszyłam za nią z zamiarem odzyskania swojej własności, ale ona kompletnie nie dawała za wygraną. Wskoczyła na parapet i uciekła, pędząc po ozdobnych fryzach. Zaklęłam pod nosem i rzuciłam się na łóżko. Ta mysz nigdy nie odwalała takich akcji. Cały czas rozmyślałam, co ją mogło napaść. W końcu, gdy wróciła, złapałam ją i odebrałam swoją własność, ale... to nie był mój rysunek. Przywróciłam kartkę do oryginalnego stanu, podziwiając dzieło. Dopiero po chwili ujrzałam na samym dole wiadomość ,,Natchnienie się odezwało?"

Byłam w szoku tą wiadomością, nie miałam pojęcia, kto to napisał, ale styl rysowania tej osoby uzależniał. Szybko sięgnęłam po kartkę i wzięłam się za rysowanie.

W ten sposób minęła mi całą noc. Oboje jednak nie zdradziliśmy swoich tożsamości. Jedynie co wiedziałam to, że jest szóstorocznym chłopakiem. Postanowiłam, odkryć kim jest nocny artysta, obserwując swój rocznik.

***

Rano na śniadaniu, byłam padnięta jak mops. Nie miałam ochoty na jedzenie, co zauważyła moja koleżanka.

- Iri, co jest? Dobrze się czujesz? - pokiwałam twierdząco w odpowiedzi i upiłam łyk napoju.

Szybko skończyłam swoje "śniadanie" i powlokłam się po rzeczy na lekcje.

Pierwszą miałam HMR, gdzie obserwowałam resztę uczniów. Niestety nikt nie pasował mi do tajemniczego artysty. Do końca lekcji próbowałam skupić się na słowach nauczycielki.

Na każdej lekcji, powtarzałam te same czynności, jednak tak jak na początku na nic nie wpadłam, a jedynie byłam coraz bardziej zmęczona. O 16 czekała mnie lekcja transmutacji, lubiłam ten przedmiot, ale dziś wszystko mi było obojętne. Już na początku lekcji moje oczy zlepiały się, a słowa ludzi nie docierały do uszu. Przymknęłam na chwilę oczy i odleciałam do swojego świata.

<Parker?>

piątek, 2 marca 2018

Iris Syriner

Follow your heart, but take your brain with you.

 

Iris Syriner 
1.04 | Szóstoroczna | Wilk | Pół Krwi
Jałowiec | Szpon Hipogryfa | 11 cali

*
Zabierz mnie z tego miejsca
Po prostu, naprawdę nie mogę zostać
Łzy spływają po mojej twarzy
Czuje się zimniejsza każdego dnia.
Wiem, że chcą mnie na swój sposób
Odejdę, będzie okay
Po prostu potrzebuję trochę pieprzonej przestrzeni
Idąc czuję, że mnie nienawidzą
Chce umrzeć ponieważ chce się wykazać
Chce płakać, czuję się niepoczytalna
Jestem na haju, ale nie mogę uciec
Pokochają mnie jeśli się zmienię?
Jestem zagubiona, jestem spóźniona
                                            ~Twoja XXX

*
W Paszczy Lwa

Mała  dziewczynka biegła  przez ulice Pokątną w poszukiwaniu jakiejkolwiek pomocy. Jej zapłakane zielone oczy mieniły się jak szmaragdy, a krótkie blond włosy, smagał lekki powiew wiatru. Krzyczała, błagała, ale każdy mijał ją szerokim łukiem. Nieświadoma, wbiegła na tereny Śmiertelnego Nokturnu, gdzie chwilę później została złapana przez jednego z czarnoksiężników. Jej płacz był na tyle głośny, że usłyszały ją pobliskie szczury i sowy, atakując porywacza. Uciekła, ukrywając się w jednej z licznych uliczek. W małych rączkach kurczowo trzymała złoty łańcuszek w kształcie kluczyka, kuląc się za śmietnikiem.

Ratunek Przez Świergotnika

Tego właśnie dnia mała blondynka poznała Luis’a. Młody, wysoki chłopak wyprowadził zgubę z niebezpiecznej sfery. Jako jedyny zainteresował się samotnym dzieckiem. Kruczoczarne włosy mężczyzny niesfornie opadały mu na jedno oko. Oboje byli w tamtym momencie bez dachu nad głową. Iris była mądrą dziewczynką, znalazła na medalionie wybrzuszenia układające się w adres, ale był tam jeszcze jeden napis. ”Gringott”, wyraźnie wyryty na rączce klucza. Długo myślała nad tym, czy powinna prosić obcego o pomoc. Cała dygotała po wydarzeniach, jakie nie tak dawno miały miejsce w jej młodym życiu. W końcu przełamała swoją barierę, spytała co to Gringott.

Pieczara Długouszy

Bank Gringotta… Jedno z najbezpieczniejszych miejsc, ale na sam widok dużej ilości goblinów, ciarki przechodzą po ciele. Takie też odczucia miała malutka Iris. Cały czas trzymała za rączkę, nowo poznanego czarodzieja. Na miejscu przekazała kluczyk najwyżej położonemu stworowi i razem ruszyli do skarbca. Jak się okazało, rodzice zostawili córce cały swój majątek. Dziewczynka z pomocą Luis’a wypłaciła nie za duży worek monet. Tuż po wyjściu z nieprzyjemnego budynku, młody czarodziej chciał odejść. Zatrzymały go ciche słowa dziewczynki ,,Chodźmy do domu.”, wręczyła mu do ręki klucz, od razu łapiąc go za drugą.

Linia Życia Się Wydłuża

Mijały lata, a Irys wychowywana była przez Luis’a. Cały czas dziewczynka nazywała czarodzieja wujkiem i tak już pozostało. Uwielbiała zwierzęta, rozumiała je bez słów, przez co rano liczne ptaszyska osiadały na jej parapecie. Ceniła je bardziej od ludzi… czas zmienił ją na bardziej pyskatą. Nie dawała sobie wejść na głowę, a odzywki były godne dorosłego maga. Pamiętała cudowną magię ojca, która w tamtej chwili mało pasowała do jej charakterku. Choć zawsze jej piękno wprawiało Syrinerkę w zachwyt. W końcu nadeszły dni, gdy Iris zaczęła widzieć zwierzęta, których inni nie potrafili. Malowała je na płótnach, kartkach, a nawet ścianach swojego pokoju. Polubiła to zajęcie, z czasem cała jej sypialnia została zapełniona, a rysunki czasem ożywały. Jednak to nie dość dziwnych zdarzeń. Jej ojciec miał wiele wspaniałych umiejętności, które odziedziczyła dziewczynka. Magia wypełniała ciało blondynki, tworząc piękne zjawiska takie, jak szybkie rozkwitanie rośliny z nasion, gdy ta je trzymała. Do przyjaciół miała inne podejście, uśmiechała się i zachowywała jak normalna dziewczynka. Jednak, do tej pory nie jest niewinną kruszynką…

*
✯ Dziewczyna jest szczęśliwą posiadaczką małej szarej wiewiórki Kiki.
✯ Widziała śmierć swojego ojca, matki nie znała.
✯ Nosi naszyjnik w kształcie serca. „Czas odpowiedni on wybierze, sekret wielki odkryć chce. 
✯ Potrafi ożywiać obrazy i wszelkie rośliny.
✯ Wdała się w bójkę na drugim roku nauki.
✯ Dla każdego stara się być miła, dopóki nie trafisz na jej czarną listę.
✯ Uczulona na migdały i biały ser.
✯ Ogromny lęk wysokości narzucił jej wiele problemów.
✯ Nie potrafi pływać.
 ✯ Rozszerzyła astronomie, transmutacje, eliksiry i historie magii rozszerzonej.
✯ Wampus jest jej domem, mimo to jest bardzo śmiała i towarzyska.


*
„Od nikogo nie oczekuję kultury i wymuszanej uprzejmości. Szacunek otrzymają ode mnie tylko ci, którzy są wyluzowani i szczerzy. Nie boisz się powiedzieć swojego zdania? Już cię lubię. Czego najbardziej nie lubię? Lizusów, są jak bąble po źle uwarzonym eliksirze żywej śmierci. Tak, czasem jestem denerwująca i zawsze muszę mieć wszystko zrobione dobrze, zwłaszcza jak pracuję nad jakimś malowidłem. Do kujonów nie należę i raczej na długo to się nie zmieni.”