Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lora Kravchenko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lora Kravchenko. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 marca 2018

Od Lory CD Francisa

Wszystko stało się tak szybko, że nim się obejrzałam, to już musiałam wybierać sukienkę na bal. Tak bardzo mnie to pochłonęło, że nawet przez chwilę zapomniałam o Chesterze, co wydawałoby się absurdalne, ponieważ ostatnio był to temat, który ani na chwilę nie dawał mi spokoju. Natomiast zamiast tego, teraz Audrey nie dawała mi spokoju.
- Uważam że zdecydowanie powinnaś iść w jakiejś jaskrawej sukience, na przykład czerwonej. Teraz to modny kolor! - Upierała się, robiąc przy tym poważną minę. Przypomniałam sobie jej słowa, patrząc na długą, czarną sukienkę. Na mojej twarzy zawidniał lekki uśmiech. Nie wiedziałam o sukienkach kompletnie nic. Nie wiedziałam czy w czarnej  nie będę wyglądała jakoś staro, albo po prostu nieodpowiednio. Dlatego postanowiłam ożywić kreację jakimiś dodatkami, lecz póki co musiałam to zostawić. Może jakiś jaśniejszy pasek? A może jednak być cała na czarno? Przecież mam ciemne oczy, więc może pójdzie w parze. Zanurzyłam się w pościeli i momentalnie do głowy napłynęło mi masę myśli. Jak ja w ogóle poznałam Francisa? Nic nie pamiętam, wszystko stało się tak szybko. Czy mogę mu ufać? Chyba każdy kojarzy go chociażby z ujawnienia działalności Chestera. Czy co do mnie ma podobne plany? Kto wie, może wykorzystuje mnie na swoją korzyść. Zamknęłam oczy i cicho westchnęłam. Czy powinnam być dla niego miła? Poczułam jak materac się ugina. Uchyliłam jedną powiekę i ujrzałam Audrey.
- Myślę że ten Francis to fajny gość i że możesz mu zaufać. Poza tym - zaprosił Cię na bal! - Normalnie jakby mi czytała w myślach i przyszła tylko po to by mi odpowiedzieć. Zerknęłam na młodszą dziewczynę, unosząc jedną brew. Jej jasne loki idealnie grały z jasnymi, zielonkawymi oczami. "Zaprosił Cię na bal". No i co? Czy to argument w tak poważnej sytuacji? Kto wie czy nie zrobił tego, bo musiał.
- A ja myślę że powinnaś dać sobie spokój z myśleniem na takie tematy. - Podniosłam rękę by pobawić się jej włosami, lecz dziewczyna szybko wstała, niezadowolona kolejnymi słowami krytyki. Ja natomiast jedynie wzruszyłam ramionami.
~
Siedziałam na parapecie, próbując rozwiązać wewnętrzny konflikt. Dodawać jakiś pasek? Jak tak to jasny czy ciemny? A może do tej sukienki pasek nie pasuje? Mimo wszystko nie mam jakiejś super figury z nadzwyczajnymi wcięciami w talii, o które tyle dziewczyn się bije. Zdecydowanie za dużo czasu o tym myślę. Priorytetową sprawą, powinien być Chester. Z drugiej strony napłynęła kolejna myśl - gdzie podziewa się Francis oraz czy ma coś nowego w naszej "sprawie". Zadrżałam lekko na myśl o tym jakże ekscytującym spisku. Ni stąd, ni zowąd chłopak pojawił się tuż obok mnie. Spojrzałam na niego zdezorientowana z nutką zdziwienia. Pytanie o sukienkę sprawiło, że jeszcze bardziej się zestresowałam. Niby coś mam, ale jednak nie do końca. Jego lekki uśmieszek sprawił, że poczułam presję szybkiej odpowiedzi. W tej sytuacji najbezpieczniejsze wydało mi się po prostu danie znaku, że nie wszystko skończone, lecz jednocześnie że coś w tej sprawie zostało wszczęte. Dlatego idealną odpowiedzią wydało mi się zwykle "Może". Pewnie nie zabrzmiało to zbyt przyjaźnie, ponieważ jednocześnie powróciło mi do głowy, w jakiej sprawie "trzymamy się" razem. Dlatego naturalne było dla mnie spytanie o Chestera. Było widać jak chłopaka powoli opuszcza pozytywna energia.
- Jutro powinienem już wiedzieć wystarczająco dużo, żeby móc pomyśleć o jakimś konkretnym planie. - Na te słowa wyraźnie się podnieciłam. Wreszcie coś się rozkręca. Jednak to uczucie jak szybko przyszło, tak szybko poszło, bowiem Francis spytał wprost o moje byłe relacje z Chesterem. Przypomniała mi się moja wczorajsza wymiana zdań z Audrey. Czy naprawdę mogę mu zaufać? Czy on nie wykorzysta potem tego przeciwko mnie? Zmierzyłam go wzrokiem, po czym postanowiłam jakoś się od tego wymigać.
- Emm.. Bo wiesz.. To nic takiego. - Powiedziałam drżącym głosem, mając cichą nadzieję że chłopak odpuści. Zamiast tego, uniósł obie brwi, chcąc mi tym zakomunikować, że taka odpowiedź nie przejdzie. Wypuściłam ciężko powietrze. Kitu mu nie wcisnę, bo prędzej czy później i tak dowie się prawdy, co mogłoby zaprzepaścić mój udział w eliminacji wroga. Dlatego zdecydowałam, że powiem tylko tą najważniejszą część.
- No dobra. Tak, łączyło nas kiedyś coś więcej, lecz nigdy nie było to nic oficjalnego. Było to nawet stosunkowo niedawno, bo może jakieś 8 miesięcy temu. Zobaczył że mu ufam i okręcił mnie sobie wokół palca, robiąc ze mnie jeszcze bardziej naiwną, posłuszną mu dziewczynkę. Przy okazji kręcił z mnóstwem innych dziewczyn, ciągle zapewniając mnie że to nic takiego. Wykorzystywał mnie do różnych swoich prywatnych zatargów. Myślę że pokrótce to wyjaśniłam i to wystarczy. - Poruszyłam nerwowo nogami, poprawiając niewygodnie zwisającego włosa. Wpatrywaliśmy się w siebie jeszcze przez dłuższą chwilę, po czym poklepałam go po ramieniu.
- Nie musisz odpowiadać. Czasem tak jest nawet lepiej. - Posłałam mu lekko wymuszony uśmiech,  po czym zaczęłam znikać gdzieś w korytarzu, zostawiając go z tyłu. Bardzo chciałam uniknąć wypłynięcia ewentualnych szczegółów na ten temat. Po całym moim ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
- Spokojnie Lora, on nie może okazać się taki sam. - Powiedziałam do siebie cicho. - Już jutro bal, a ty nadal nie masz dobranego stroju! - Dopowiedziałam sobie, wciąż idąc przed siebie. Nieoczekiwanie coś pociągnęło mnie za rękę. Usłyszałam tylko pojedyncze słowa, po czym osoba mówiąca zniknęła. Jednocześnie złapał mnie ból brzucha, co skutkowało chwilowym brakiem pewnej dynamiki, która zazwyczaj mi towarzyszyła. Cały incydent trwał zaledwie chwilę, co jeszcze bardziej mnie zaniepokoiło. Coś tu się dzieje i nie jest coś co można od tak zignorować. Tym bardziej że tymi słowami, były "szkoła", "zewnątrz" i "groźba", z czego to pierwsze było wymawiane parę razy z rzędu. Poza tym mówca miał bardzo niespokojny i można być rzec że nawet z odrobiną paniki. Nie miałam pojęcia co robić, więc gdy tylko usłyszałam kroki, udałam się do pokoju. Tam zastałam Audrey, która od razu do mnie skoczyła.
- Znalazłam coś, co na pewno Ci się spodoba! - Powiedziała entuzjastycznie, pokazując jednocześnie długą, granatową sukienkę. Przyjrzałam jej się bliżej. W górnej części miała wyszywane wzory, które tworzyły coś na wzór koronki, która w niektórych miejscach pokrywała również przezroczysty rękaw. Od pasa, a może nawet już tuż pod biustem, zaczynała się gładka część. Dotknęłam ostrożnie materiału. Nie sądziłam że przyjaciółka była w stanie aż tak się zaangażować i znaleźć mi suknię, która naprawdę mi się podobała.
- Z bólem to mówię, ale naprawdę mi się podoba. - Zaśmiałam się, posyłając uśmiech dumnej z siebie dziewczyny. Sukienka jest ciemna, ale nie czarna tak jak chciałam, co chyba będzie wyglądało trochę lepiej. Próbowałam skupić się teraz na tym, lecz w głowie nadal kotłowało mi się od myśli. Kim była ta osoba, co miała na myśli, no i czemu akurat ja? Czy to miało związek z jakimś zupełnie nowym przemycanym obiektem, a może chodziło o coś zupełnie innego? A może to coś, w co zamieszany jest Francis, o którym zrobiło się ostatnio głośniej? Albo dlaczego po tym wszystkim tak bardzo rozbolał mnie brzuch? Te wszystkie myśli tak się nagromadziły w ciągu ostatnich dni, że zupełnie odbierają mi zdrowy rozsądek. 

<Francis?>

środa, 21 marca 2018

Od Lory CD Francisa

Od razu gdy znalazłam się pod salą, Audrey zalała mnie falą pytań. "Czemu zniknęłaś", "co robiłaś", "czemu nic nie powiedziałaś" - to było tylko kilka z nich. Spojrzałam na nią wzrokiem niewinnego baranka, lecz szybko odpuściłam, gdy ta dosłownie przeszyła mnie pretensjonalnym wzrokiem. Zostało mi wzruszyć ramionami. Przez resztę dnia natrętnie dopytywała mnie, ponieważ nadal nie uzyskała odpowiedzi na żadne z wcześniej zadanych pytań. Gdy szłyśmy w stronę Holu na kolację, nie wytrzymałam wreszcie i zdzieliłam ją w głowę. Od razu odskoczyła i zrobiła obrażoną minę. Przewróciłam oczami i kompletnie ją olałam, chodź w głębi duszy czułam że nie powinnam tego robić. Usiadłyśmy jak zwykle obok siebie, lecz dziewczyna od momentu zaistniałej sytuacji, nie wydała ani jednego słowa. Westchnęłam cicho i rozejrzałam się po sali. Kątem oka ujrzałam Francisa. Zaczęłam mu się ponownie przyglądać. Siedział oparty o rękę, jakby zastanawiał się nad czymś. Dopiero chwilę później dostrzegłam dziewczynę koło niego, która z ożywieniem coś do niego mówiła. Skrzyżowałam ręce i lekko pochyliłam głowę w strony wciąż obrażonej Audrey. Mimowolnie uśmiechnęłam się na widok dziewczyny wciskającej sobie ze złością kanapkę do buzi. Trąciłam ją w ramię by rozładować napięcie, lecz najwidoczniej oczekiwała aż powiem jej prosto w twarz "przepraszam". Nawet zaczęłam się poważniej nad tym zastanawiać, lecz dobiegający do mnie głos, przerwał moje rozmyślania. Skierowałam swój wzrok w stronę owego obiektu i ujrzałam Francisa. "Wyglądasz na weselszą niż rano. Chestera wyrzucili już ze szkoły? Albo nie czekaj, utopił się, prawda?". Na te słowa, dziewczyna obok mnie zachichotała cicho.
- Chyba jednak skończyło się na tymczasowym zawieszeniu. - przewróciłam oczami, bacznie obserwując przybysza, który widocznie skrzywił się na tą informację. - Dodatkowo wygląda jakby znalazł nowe źródło swojego wspaniałego towaru. Francis powoli otwierał usta, jednak dosłownie chwilę później je zamknął. Natomiast zamiast słów, wypuścił powietrze, przymykając lekko oczy.
- Nie sądzę by Chester pragnął ponownie zawierać jakiekolwiek układy, więc tym razem nie zbiorę na niego tylu rzeczy, w tak krótkim czasie. - Obserwowałam jak chłopak podpiera głowę ręką, jednocześnie analizując jego słowa. Racja, całkowite pozbycie się go ze szkoły, może sprawić niemałą trudność. Poza tym ma wtyki tu i ówdzie, więc jeśli by chciał, to na siłę wywinąłby się ze wszystkiego. Skupiłam się, żeby pomyśleć o sprawie ciut poważniej. Jedną ze słabości niemilca, były kobiety i hazard. Stąd stał się jednym z najbardziej rozsławionych dilerów-przemytników. Więc gdyby ewentualnie ponownie stać się jego bliższą osobą, tylko po to by odegrać się za te wszystkie zmarnowane z nim chwile. W mojej głowie pojawiło się parę innych pomysłów, lecz z zamyślenia szybko wyrwała mnie Audrey.
- To o nim nie chciałaś mi powiedzieć? Nie wygląda na człowieka, którego można by się wstydzić. - Zmrużyła oczy, zmarszczyła brwi i przeszyła mnie podejrzliwym wzrokiem. Z lekkim zakłopotaniem spojrzałam w kierunku Francisa i lekko wzruszyłam ramionami w przepraszającym geście. Chłopak siedział chwilę w ciszy, po czym odezwał się ze stoickim spokojem:
- Swojego partnera na bal się wstydzić? 
- T..To nie tak.. Chwila, jak? Partnera na bal? - Obdarowałam chłopaka lekko zdumionym spojrzeniem. Za to na jego twarzy zawitał uśmiech. Trudno określić co naprawdę się za nim kryło. Dało się zauważyć nutę złośliwości, jak i błagania. Nie wypadało mi więc w tej sytuacji przyznać się że o niczym nie wiem. Po dłuższej chwili milczenia, postanowiłam udawać że właśnie tak miało być.
- Aaaa, partnera na bal.. umm, tak, tak, już pamiętam. - Dało się usłyszeć lekkie drżenie mojego głosu. Sytuacja pojawiła się nagle i ani trochę nie byłam na nią przygotowana. Tym razem z tego lekkiego uśmiechu, który wcześniej zdobił twarz chłopaka, zniknęła złośliwość i błaganie, a pojawił się czysto sympatyczny grymas. Szczerze, to naprawdę nie sądziłam że ktokolwiek postanowi mnie zaprosić. Chociaż z drugiej strony nie mogłam być pewna co Francisem kierowało, że po krótkim dniu znajomości, porwał się na taką decyzję. Siedząca obok mnie dziewczyna, otworzyła szeroko buzię. Dało się dostrzec niedowierzanie, pomieszane z zachwytem. 
- Czemu nic nie mówiłaś? Jak to się stało że będąc taką samotniczką bez znajomych nagle znalazłaś jakiegoś chłopaka? - Tak - te słowa trafiły podwójnie. Szybko zakryłam jej usta, pragnąc zapobiec wypłynięciu większej ilości upokarzających słów. Czułam że na moją twarz wpływa rumieniec przepełniony wstydem. Mimo wszystko Francis sprawiał wrażenie, jakby nie za bardzo się tym wszystkim przejmował. Wcześniejszy wyraz twarzy pozostawał bez zmian.
- Nie ważne, wybacz za nią. Mam pewien pomysł co do Chestera, ale nie wiem czy mogę mówić to przy tak dużej ilości osób, więc złap mnie przy okazji, jak oboje będziemy sami.. albo chociaż postaraj się. - Powiedziałam przybliżając się do niego tak, by nikt niepożądany tego nie usłyszał. Czas kolacji dobiegał końca, więc chłopak oddalił się w stronę wcześniej zajmowanego przez niego stolika. Razem z Audrey opuściłyśmy pomieszczenie. Nadal byłam lekko zła za to co mówiła, ale czy mogłam coś na to poradzić? Ważniejsze w tym momencie były plany co do Chestera. Wiedziałam że jeśli chce się do niego zbliżyć, to nie mogę zrobić tego od tak, ponieważ wzbudzałoby to jego niepotrzebne podejrzenia. Co jak co, ale jest naprawdę inteligentny. Nie minie chwila, a już znajdzie coś nowego do sprzedawania.. A co jeśli zacząć by to kupować tylko po to, by obrócić to przeciwko niemu? Niee.. to chyba odpada. To może zacząć małą współpracę z jednym z jego "zaufanych" współpracowników? Upchnie się mu parę mniej prawdziwych informacji, albo po prostu powie to co chce usłyszeć i może ulegnie. Zdecydowanie muszę przegadać tą sprawę z Francisem, bo sprawia wrażenie, jakby miał lepszą głowę do takich spraw. Gorzej jeśli nasze przekonywania nic nie dadzą i Chester dowie się o naszym małym spisku. Westchnęłam cicho i znowu spojrzałam na Audrey, która wyglądała na zadowoloną bardziej niż zwykle. Może sięgnąć rady też u niej? Nigdy nie rozmawiałam z nią na tematy typowo spiskowe, a kto wie, może nawet ma więcej oleju w głowie niż my oboje razem wzięci. To też postanowiłam najpierw przedstawić Francisowi, żeby nie działać pochopnie.

<Francis?>

niedziela, 18 marca 2018

Od Lory do Francisa

Próbowałam ignorować młodszą dziewczynę, lecz ta nie dawała mi spokoju. Spinałam powoli włosy, ślepo patrząc się w lustro. Audrey usiadła tuż koło mnie, wpatrując się we mnie i jednocześnie próbując mnie pouczyć.
- Nie powinnaś się trzymać na uboczu, życie towarzyskie w Twoim wieku jest bardzo ważne! - Zrobiła poważną minę. Spojrzałam na nią zdumionym wzrokiem. Mimo iż codziennie słuchałam tych samych wykładów, nadal mnie tym zadziwiała. Zaśmiałam się cicho, potargałam ją po głowie i poprawiłam koszulę. 
- Gdyby nie ty, moje życie byłoby łatwiejsze. - Rzuciłam kwapliwie, lecz jak zwykle dostałam w odpowiedzi pełną pretensji, naburmuszoną minę dziewczyny. W duchu cieszyłam się jednak że była tak zawzięta. Uczepiła się mnie, jak rzep psiego ogona. Słyszałam nawet, że niektórzy określają nas mianem przyjaciółek. Żeby nie było że jestem jakąś straszną osobą - tak naprawdę jestem jej cichą opiekunką. Zawsze jej pilnuję, nie ważne w jaki sposób, po prostu czuję się zobowiązana do niańczenia jej. Również teraz - gdy szłyśmy na śniadanie, bacznie ją obserwowałam. Jej długie, jasne loki podskakiwały za każdym razem gdy stawiała krok. Los tak chciał, byśmy obie miały takie same włosy. Tyle że jej były o wiele bardziej kręcone i dłuższe. Wzdychnęłam pod nosem i zajęłam miejsce obok dziewczyny. Śniadanie od początku wyglądało tak samo, więc myślę że nie ma co opowiadać. Jak zawsze, pragnęłam jak najszybciej opuścić to przeludnione miejsce. Wymknęłam się niezauważenie, tak by Audrey nic nie dostrzegła. Najwyraźniej była zbyt zajęta jedzeniem. Zegar wskazywał 8:30. Rozejrzałam się po korytarzu, na którym stało jeszcze paru innych uczniów. To, co zwróciło moją szczególną uwagę, było - jakże by nie inaczej - chłopakiem. Trudno było mi go opisać. Wysoki, a może średniego wzrostu brunet, wydawał mi się znajomy. Głowiłam się i głowiłam, lecz nim się spostrzegłam, obstawiła go trójka chłopaków, może trochę starszych. Jeden z nich, popchnął lekko bruneta, na co ten podniósł ręce w uspokajającym geście. W jednym momencie zalała mnie fala ciepła jak i zimna. Zobaczyłam jego - Wysokiego, chudego i bladego blondyna. Od razu na całym ciele przeszły mnie ciarki i pojawiło się obrzydzenie. Na szczęście nie zapowiadało się na konfrontację z tym jakże odrażającym człowiekiem. Natomiast ten zaszczyt spotkał kogoś innego - właśnie owego, wcześniej obserwowanego przeze mnie chłopaka. Ta sytuacja również nie wyglądała zbyt przyjaźnie, nawet miała charakter lekko agresywny. Przyznam - ciekawość była większa, więc starałam się podejść jak najbliżej, by jednocześnie nie wzbudzić niepotrzebnego podejrzenia. Ku mojemu zdziwieniu, wcześniejsza trójka odeszła szybkim krokiem, szepcząc coś między sobą. Odprowadziłam ich wzrokiem, aż wreszcie zniknęli za jedną z kolumn. Mój wzrok na nowo powędrował w stronę dwóch chłopaków. Wpatrywałam się w ich stronę bardzo uważnie, próbując wyłapać jakiekolwiek słowo, lecz nic z tego. Natomiast poczułam, że ktoś łapie mnie za talię. Szybko obkręcona, ujrzałam chłopaka, który wcześniej popchnął bruneta. 
- Czegoś tu szukasz, czy przypadkowo tak patrzysz w tamtą stronę? - Złapał mnie mocno za rękę i wycedził pokazując głową w stronę mojego wcześniejszego obiektu zainteresowań. Szybko się wyrwałam i spojrzałam na niego nieprzyjemnym wzrokiem.
- A ty piszesz książkę, czy z policji jesteś? - Odpowiedziałam równie oschle, jak on. Ku mojemu niezadowoleniu, blondyn - Chester, zainteresował się zaistniałą sytuacją. Podszedł do nas, krzywiąc się na mój widok. Otworzył usta by coś powiedzieć, lecz wyprzedziłam go. Nie mogłam przegrać tej potyczki słownej.
- Oh proszę proszę, panicz Chester zmienił nawyki i teraz gnębi swoją płeć. Mam rozumieć że zmieniłeś preferencję? Ostatnio coś nie widuję Cię z dziewczynami. - Rzuciłam mu wyzywający wzrok. 
- Czyżbyś zazdrościła mi gustu? Bo widzę że tego jak zwykle Ci brakuje, nadal oglądasz się za najgorszymi. - Skrzyżował ręce i odwzajemnił mi wzrok. Uśmiechnęłam się lekko na te słowa.
- Pragnę zauważyć że w tym momencie obraziłeś sam siebie. Chyba nie zapomniałeś co nas kiedyś łą.. - Brnęłam coraz głębiej, lecz blondyn szybko podniósł rękę w geście uciszenia. Dobrze widziałam że nie miał zamiaru kontynuować tej skromnej konwersacji. Machnął na mnie ręką i odszedł z resztą. Złapałam się za pobolewający nadgarstek i zorientowałam się że brunet wszystko obserwował. Podeszłam do niego.
- Jakbyś miał z nim problem, zawsze chętnie pomogę. Mam na niego parę haków, a sam przysporzył mi sporo problemów. Więc jeśli chcesz, możesz mnie kiedyś zaczepić. - Machnęłam mu ręką gdy odchodziłam. Momentalnie się zatrzymałam, jakbym o czymś zapomniała. - Lora. - Powiedziałam do niego, i gdy odpowiedział ciche, lecz śmiałe "Francis", uśmiechnęłam się lekko. Lekcje już powoli się zaczynały.

<Francis?>

środa, 14 marca 2018

Lora Kravchenko

We've fucked up.
——————————————
———————————————
16.01
—
Rogaty Wąż
—
Wydra
—
Wiśnia|Szpon hipogryfa|10 cali
—
fretka
—
piąty rocznik
———————————————

Kim jestem? Nie wiem. Oceniać nas mogą tylko ludzie - ludzie wartościowi. A co, gdy nie otacza Cię nikt wartościowy? Jesteś nikim. Jesteś nikim - dla społeczeństwa. A dla siebie? 


Dla siebie jestem Lora.


Logiczne w takiej sytuacji więc, że jednak nie mówię prawdy i wiem kim dla siebie jestem. Niestety to nie takie łatwe - wiem tylko jak się nazywam i ile mam lat. Człowiek to zwierzę. Zwierzę napompowane emocjami, przekonaniami i różnymi dziwnymi pojęciami, których i tak raczej nigdy nie pojmie.


Myślę że właśnie dlatego mogę nazwać się człowiekiem.

Bywają dni w których mam ochotę uśmiechać się do wszystkich. Mam wtedy dziwne wrażenie że mogę wszystko - że świat nie jest wcale zły. Są to zdecydowanie dobre dni. Dla mnie dobre dni mają wiele znaczeń. Oprócz powyżej wymienionych przykładów, mogę dodać że takie dni wiele dla mnie znaczą. Z ponurej dziewczynki, wyrosłam na optymistyczną, już prawie, kobietę. Jak to się stało? Nadal zadaję sobie to pytanie - matka natura jest nieprzewidywalna. Potrafi zrobić coś z niczego.



I właśnie od tego się zaczęło.


Gdy się urodziłam, byłam niczym - bo co może takie niemowlę? Byłam podatna na najbliższe mi osoby, bo to przecież one pozwoliły mi się rozwinąć. Na początku było trudno. Jak teraz pomyślę że kiedyś mogłam tylko spać, leżeć i jeść, to aż mam ochotę wrócić do tamtych czasów. Oczywiście nie chciałabym wyjść na osobę leniwą, ale przyznajmy się szczerze - w każdym jest odrobinę lenistwa, czyli czegoś, co zwalczyłam już gdy miałam możliwość postawić pierwsze kroki. Pierwszą wyrobioną, a może wrodzoną, cechą była właśnie zawziętość. Dopiero później przerodziło się to w bardziej zaawansowane stadium - pracowitość. Szczerze, rodzina bardzo dużo dla mnie znaczy. Jednak mimo wszystko tworzenie nowej rodziny od początku jakoś mnie nie kręci. Wiadomo - mam dopiero 17 lat.


Gra w pozory.


 Życie byłoby piękniejsze gdybym w każdej sytuacji była sobą. Najwyraźniej wymieszanie genów w moim przypadku nie było zbyt rozważne. Jeżeli znasz mnie jeden dzień i naprawdę uważasz mnie za osobę wartościową, lub ktoś kto przypadkowo wymienił ze mną parę zdań powiedział Ci o mnie coś pozytywnego - lepiej niech tak zostanie. Z doświadczenia wiem, że na początek wypada udawać niewinną, szczęśliwą i nie skrzywdzoną przez złych ludzi dziewczynkę. Dlaczego? Są duże szanse że ludzie potem nie będą się Tobą interesować, ze względu na brak wyróżniania się spośród innych uczniów. Potem zaczynają się pewne komplikacje. Dochodzi sarkazm i nietypowe poczucie humoru, co w całości niszczy początkową reputację. Pojawiają się pewnego rodzaju dogryzki. Jednak nie ma to na celu jakoś specjalnie urazić innych. Myślę że ludzie nie mają dystansu do siebie, więc to jak to interpretują, to już ich problem. Ja po prostu jestem sobą. To nie znaczy jednak że nagle mam wszystko w dupie i pokazuję jaką to buntowniczką jestem. Odwrotnie - mój upór przejawia się wtedy jeszcze bardziej. Szczerze myślę że to dobra cecha - umieć walczyć o coś. Że w ogóle wie się o co się walczy. 
Raczej bywam konformistką. Skuteczna obserwacja ludzi doprowadziła mnie do wniosku, że czasem jednak warto być oportunistą. Czy ktoś na tym ucierpi? Nawet jeśli tak, to co? Każdy dba o swój tyłek, takie czasy. Potyczki słowne z ludźmi, to chyba jedna z moich ulubionych rozrywek. Niezależnie czy ma negatywne tło, czy druga osoba też podchodzi do tego z dystansem - zawsze tak samo bawi. Najbardziej lubię patrzeć jak moje słowa kogoś zawstydzą. Przyznaję - czasem lubię użyć podtekstu, lecz ani trochę nie żałuję. Zawsze jestem otwarta na szczerą dyskusję.. Jednak ile rzeczywistej szczerości w tym będzie to już inna sprawa. Cechą, która pokazała się u mnie w późniejszych latach życia, jest opanowanie. Doświadczyłam już że im bardziej dasz się sprowokować, tym więcej stracisz. Niby proste, a jednak nie każdy jeszcze doszedł do takiego wniosku. Unikam ludzi naiwnych. Ludzi, którzy nie potrafią właściwie używać swojej główki. Rozumiem że może też nie zawsze najlepiej mi to idzie, lecz chociaż jakiś podstawowe zachowania i zwroty znam. Co nie znaczy że czasem sama nie bywam małą chuliganką. Można nawet powiedzieć że jestem małą fanką przemocy - przemocy, która działa dobrze na człowieka. Mały sadyzm.

No cóż by tu powiedzieć - rozdwojenie, roztrojenie, a może i większa wielokrotność jaźni. Typowa nastolatka. Oczywiście nie wspominając o osobach, u których występuje to jako zdiagnozowana choroba. Aczkolwiek nie taki straszny diabeł jak go malują. Jeżeli w grę wchodzi coś poważniejszego, nie będzie dla mnie trudnością zebranie się do kupy i pokazanie że jednak potrafię być wartościowym osobnikiem. Owszem - umiem spróbować kogoś obronić. Umiem spróbować zrobić coś tak, by ktoś inny miał z tego pożytek. Umiem stać się przyjaciółką. Umiem wszystko. Tylko po co? Najważniejszym stworzeniem w jej życiu do tej pory jest Grimm.
1
2
Intrygujące że mały futrzak może od tak zastąpić Ci wszystkich przyjaciół. To nie tak że jestem aspołeczna. Po prostu nie mam potrzeby zadawać się z kimś, kto nie wnosi nic wartościowego do mojego życia. To też nie znaczy że jestem samolubną egoistką.. aż tak bardzo. Wiadomo, każdy ma trochę dobrych i złych cech. A ja?
Ja po prostu nazywam się Lora
I tyle co w skrócie musisz o mnie wiedzieć. 





  

howrse: Sosik112